niedziela, 12 marca 2017

Artykuł wstępny (numer 6/2014)

Paweł Chmielewski 
("Projektor" - 6/2014)  
To miał być duży artykuł zatytułowany „Wszystkie aparaty są równe, ale niektóre aparaty są równiejsze”. Brak miejsca, będzie short story. O tym jak pstrykać nam zakazano. Miało być o muzeach, zakazach, opłatach za zrobienie zdjęcia. O hipermarketach, zdenerwowanych, przypadkowych paniach, które nieatrakcyjnie wyszły na odbitkach, o wystawach i procesach sądowych.

Będzie o aferach z globalnymi koncernami w tle. Kilkanaście tygodni temu kielecki autor fotografii komercyjnej Wiktor Franko otrzymał wiadomość, że jedno z jego zdjęć firma Hipstamatic, tworząca aplikację Oggl, wykorzystała jako reklamę. Ta aplikacja pojawiła się w sklepie koncernu Apple, promowana przez ten sam fotogram. Wiktor Franko, poprzez prawnika, zawiadomił Apple o naruszenie praw autorskich i zażądał odszkodowania. Firma zdjęcie wykasowała. Poczytałem trochę na temat procedury na stronach i blogach internetowych. W świetle amerykańskiego prawa – jakkolwiek by nas to nie zdziwiło czy zabolało – sprawa jest zakończona. Apple (zresztą brak dowodów, że świadome, iż Hipstamatic korzysta z cudzego zdjęcia), po zwróceniu uwagi przez autora wyrzuca fotografię. I na tym koniec.

Raymond Kurzweil, genialny futurolog, jest entuzjastą Google jako prawdopodobnego twórcy sztucznej inteligencji. Jako globalnego mózgu i nośnika informacji. Jest pasjonatem Google, bo informacja to władza. To już nie jest futurologia. Watson (komputer IBM) zaczyna rozumieć metafory, symbole, buduje – jakkolwiek brzmiałoby to absurdalnie – abstrakcyjne wypowiedzi.

Jak wąż Uroboros wracamy do sprawy analogicznej z Apple i kieleckim fotografem. W ramach projektu Google Books koncern zdigitalizował ponad sześć milionów tytułów bez zgody autorów i wydawców. W procesie sądowym Google przywoływało pożar Biblioteki Aleksandryjskiej, a swoich przeciwników przyrównywało do Cezara, który ją podpalił.

Piszemy, robimy zdjęcia, mamy Internet. Każdy z nas – prędzej czy później – zostanie okradziony. Siedem lat temu Słowacy wydrukowali piracką wersję kieleckiego komiksu „Quo vadis”. Lepiej (poligraficznie) od oryginału.