niedziela, 12 marca 2017

Ostoja treści (Błażej Ostoja Lniski, Galeria xs)

Tomasz Czyżewski
("Projektor" - 3/2015)
Formowanie rozmaitych materii jest funkcją kultury. Niezależnie od tego, czy mowa o zmianie górskiej łąki w pole uprawne, stada głodnych dwunożnych w społeczeństwo, czy też o przetworzeniu atramentu w zapis treści lub o alchemii pozwalającej farbie stać się obrazem.

Naukowcy starają się znaleźć prawidła powodujące naszym odbiorem znaków, artyści przeczuwają je i dzięki temu, czasem bardzo umiejętnie, żonglują ich znaczeniami. Znakiem dla umysłu odbiorcy może stać się nie tylko zapis idei czy mimetyzm obrazu. Bywa, że dowolny gest autora – ślad pędzla, kolor, faktura, wbrew lub mimo założeń twórcy, prowadzi odbiorcę do odnalezienia absolutnie własnych znaczeń. W konfrontacji z otoczeniem taka umiejętność pozwala nam oswoić rzeczywistość, bo nazwane staje się mniej groźne, nie tak obce. Być może czytający ten tekst, gdy patrzą na naturalne, przyrodnicze struktury, łapią się na próbach mimowolnego ich nazywania, klasyfikowania. Tak opracowany przez nasz umysł, mech nie będzie już nigdy miękką tajemnicą o niewiadomej głębokości, chyba, że sami zechcemy takim go widzieć.

Podobnie rzecz ma się z dziełem sztuki. Im mniej w nas lęków i uprzedzeń, tym więcej możliwych interpretacji dzieła. Błażej Ostoja Lniski używa farb do powielania opowieści o powtarzalności, jednak o tym dowiedziałem się już po obejrzeniu jego wystawy „Listy” w Galerii XS Instytutu Sztuk Pięknych UJK. Tytułowe listy początkowo rozczarowały mnie swoją oczywistością, prymatem czytelnej w słowach treści. Ot kilka słów i zasuszone listki, a przecież nie może to być wariacja na temat sentymentalnych szpargałów. Forma prac sugeruje inne znaczenia. Liście przez technikę od razu przypomniały mi Tchórzewskiego, napisy żmudną pracę zecera, ale te tropy mnie nie satysfakcjonowały.

Wtedy zabrzmiał w nich dodatkowy język! Zapisany między wypukłymi znakami liter i konturami liści. Autor starannie nadaje kształt fakturom farb, ale współpracuje też z ich technologicznymi uwarunkowaniami, umawia się z nimi w ich języku ociekającym spoiwem. Dzięki temu wokół napisów farby szepczą własne opowieści, czasem coś wykrzykując lub sepleniąc. Tu również mamy powtarzalność w tym sensie, że te struktury zawsze opisują jedno i to samo – farbę. Opisują więc materię poddaną wymogom plastycznej kultury Lniskiego i na tyle dla niego cenną, że pozwolił jej zaistnieć na wyeksponowanej pracownianej półce.