niedziela, 12 marca 2017

Poszukiwanie człowieka (Jacek Waltoś, Dom Praczki)


Izabela Łazarczyk-Kaczmarek

("Projektor" - 4/2015)  

Empedokles u krateru Etny, centaury, ofiarowanie Izaaka, nawiązania do Rembrandta to motywy prezentowane przez Jacka Waltosia na jego
wystawie w kieleckiej galerii „Dom Praczki”.

Artysta, członek „Grupy Wprost”, do której należeli m.in. Zbylut Grzywacz czy Leszek Sobocki, swoj¹ myœl twórcz¹ kieruje ku człowiekowi. Człowiekowi spowitemu w historiê, ale przede wszystkim w biblijne przekazy, grecką filozofię czy mitologię. Przywoływane przez Waltosia motywy i konteksty to próba nadania symbolicznego wymiaru w³asnym emocjom, przemyœleniom, temu czego nie widaæ w pierwszej chwili.

„Zatrzymuje siê” on-artysta, przy dwoistej naturze centaurów, pokazuj¹c ich niczym walcz¹ce z w³asn¹ cielesnoœci¹, wij¹ce siê, sylwetki pó³-ludzkie pó³-zwierzêce. Pokazuje, na przyk³adzie ich dramatycznych figur, prymitywne cechy ludzkie (niskie obyczaje, z³e charaktery). Malowane, rysowane czy modelowane w cemencie pokazuj¹ dwoistoœæ natury cz³owieka. Przywo³uj¹c ofiarowanie Izaaka przez Abrahama pokazuje archetyp niewinnoœci (podobnie jak w przypadku niedosz³ej ofiary Ifigenii, któr¹ zamierza³ zabiæ jej ojciec Agamemnon). Poœwiêcenia, aby ub³agaæ, ob³askawiæ bogów.

Jednak w obrazach malarza brak strachu, brak powagi czy patosu. Le¿¹ce, na kolanach oprawcy, cia³a przywo³uj¹ piety Micha³a Anio³a, nie zaœ moment zadawania œmiertelnego ciosu. Pokazuj¹ wyobcowanie, zdystansowanie siê do zaistnia³ej sytuacji, pe³nej jednak intymnoœci. Brak tu krzyku, cierpienia, jest pogodzenie siê z nadchodz¹c¹ œmierci¹. Jednak malowane przez Waltosia postaci, nie pozbawione s¹ swoistego dramatyzmu. Napiêcie miêœni, otwarte usta czy patrz¹ce w przestrzeñ, nic nie widz¹ce, oczy pokazuj¹ tragizm sytuacji. Malowane schematycznie postaci, ich nagie, pozbawione precyzyjnych konkretyzacji cia³a, twarze bez subiektywnych rysów pozwalaj¹ na skupieniu siê, na szukaniu siebie i w³asnych emocji czy refleksji.

Empedokles u krateru Etny to nawiązanie do postaci greckiego, starożytnego poety, uzdrowiciela, filozofa. To od niego artysta zapożycza kolorystkę swoich prac („barwy Empedoklesa”). Idąc tym tropem, paletę barwną powinny stanowić cztery kolory stosowane prze starożytnych Greków na najstarszych polichromiach: czarny, czerwony, biały i żółty – tożsame z czterema żywiołami tworzącymi „zasadę bytu”: wodą, ogniem, powietrzem, ziemią. Podążając dalej za myślą Empedoklesa tworzą one korzenie-elementy wieczne, którym towarzyszą miłość i waśń – elementy czynne, również niezmienne. Tym sposobem artysta, poprzez symbolikę kieruje nas ku istocie człowieczeństwa, ku temu, co stanowi o bycie człowieka. Wprowadza jednak błękit, symbolizujący nieskończoność, spokój, logikę, duchowość oraz symbolikę trójkąta i wpisanego weń koła łączoną ze znakiem Wszystkowidzącego Oka Boga czy Trójkątem Salomona.

Pracując, czasem nawet kilka lat, nad jednym cyklem, nadając swoim pracom „niedokończony”, sumaryczny charakter, artysta pozwala sobie i widzowi na dalsze poszukiwania istoty człowieka i rozmyślania nad ludzką egzystencją.