niedziela, 12 marca 2017

Dobry projekt jest mądry (Peter Zumthor)

Anna Bojar

("Projektor" - 4/2015)

Kiedy kilka lat temu pojawił się pomysł, aby przebudować budynek dawnej synagogi, opinia publiczna skupiła się nie na idei, nie na nowej funkcji, ani nawet na tym, kto będzie się zajmował projektem, lecz na przyprawiającej o zawrót głowy kwocie definiującej koszt tego przedsięwzięcia. 
Fot. Wojciech Habdas

Po raz kolejny gniew spadł na architekta – tym razem na Petera Zumthora, który śmiał żądać wysokich stawek za projekt i sporządzenie dokumentacji. Nie znając człowieka, jego twórczości, idei, które przyświecają mu w trakcie pracy, wydano osąd dotyczący wszystkich aspektów planowanej inwestycji.

W poszukiwaniu straconej architektury
Wystarczyło jednak, aby w odpowiednim momencie lokalne media opisały sylwetkę projektanta i pokazały, co jego projekt może dać miastu, jak mógłby wpłynąć na edukację estetyczną i architektoniczną, i jak „jego” budynek stałby się świadectwem ludzkiej zdolności konstruowania konkretnych rzeczy.

W zmianie tego stanowiska nie pomogły relacje ze spotkania Petera Zumthora z władzami miasta, podczas których zaznaczył, że powinniśmy dbać o budynki Urzędu Wojewódzkiego ze względu na walory architektoniczne horyzontalnych fasad. Kielczanie, przyzwyczajeni do zaniedbanych elewacji, chaotycznych mieszanek zielonych paneli, podeszli do tych „rewelacji” z dystansem, żeby nie powiedzieć z kpiną. Wyniki zignorowania uwag docenianego na całym świecie architekta, laureata nagrody Pritzkera (tzw. Architektonicznych Oskarów) możemy obserwować podczas kolejnego zdejmowania siatek z elewacji budynku urzędu – bezpowrotnie straciliśmy coś, co śmiało mogłoby stać się wizytówką Kielc na skalę ogólnopolską, a budynek mógłby stać się przykładem, jak mądrze odnowić myśl architektoniczną z 2 połowy XX wieku.

Od namiętności do rzeczy
Peter Zumthor to malarz, architekt, którego dzieła wpisują się w konsekwentny minimalistyczny trend, co najlepiej odzwierciedla fragment jego wypowiedzi, mówiący, że detale, jeśli nam się udadzą, nie są dekoracją. Kiedy projektuje myśli o funkcjonalności i pragmatycznych aspektach zastosowania techniki i technologii wznoszenia budynków. Wszystkie projekty poprzedzone są licznymi rysunkami, analizami, dbałością o detal i zastosowanie odpowiednich materiałów. Jeżeli na rynku nie formy ubranej w pożądaną strukturę i fakturę lub właściwości wytrzymałościowe, architekt sam ją… wymyśla. „Cegła Zumthora” powstała specjalnie na potrzeby projektu Muzeum Kolumba w Kolonii, i jest przykładem rękodzieła wzorowanego na tradycyjnym murze rzymskim. Być może w przeszłości „dawnej synagogi” również odnalazłby coś na tyle pięknego i istotnego, że przetransponowałby to język współczesny i nadał mu namacalny kształt?

Dopełnione krajobrazy
Projekt zakładał stworzenie długiej na 200 metrów enklawy zieleni oddzielonej od Alei IX Wieków Kielc dwoma murami. Tym samym architekt po raz kolejny udowodniłby, jak wysoce ceni sobie obecność przyrody w kształtowaniu formy i otoczenia oraz jakie jest jego podejście do wydzielenia przestrzeni i zamknięcia jej w bryle. Jednak ponad wszystko jego celem jest stworzenie jasnej przejrzystej architektury, która wchłonie ludzkie emocje, zaadaptuje i zostanie zaadaptowana przez otoczenie. Często dzieje się to w oderwaniu od własnych pragnień i podążaniu za zdrowym rozsądkiem, precyzyjnie obmyślając bryłę i funkcję. Moglibyśmy się spodziewać projektu, który stałby się częścią miasta i na stałe wpisałby się w kielecki krajobraz, zapewne z wykorzystaniem lokalnych surowców potraktowanych z najwyższym pietyzmem i znaczeniem dla regionu. Człowiek, przede wszystkim powinien umieć prawidłowo odczytywać potrzeby zmieniającego się miejskiego pejzażu, który powinien być w związku z tym na bieżąco analizowany. 

Opór
Tym samym, architekt, który nie chce, aby jego budynki wywoływały emocje, lecz „emocje dopuszczały”, wpadł w pętlę finansowych i własnościowych rozemocjonowanych decyzji. Prawidłowy lub chociażby nie bezrefleksyjny odbiór architektury w kraju, w którym edukacja estetyczna jest na bardzo niskim poziomie, to nie mrzonka, a konsekwencja zainteresowania społeczeństwa tym, jak nie stracić szansy na dzieło sztuki w centrum miasta.