niedziela, 12 marca 2017

Ujarzmienie vanitas („Nie. Stałość (et omnia vanitas)”, Instytut Designu)

Izabela £azarczyk-Kaczmarek
("Projektor" - 4/2015)
Współczesny człowiek biegnący przed siebie, nie zauważający często ważnych chwil, skupiony, aby dać z siebie 120 procent wszystkiego – uczuć, efektywności, osiągnięć. Rekompensujący niekiedy (sobie i innym) brak czasu inwestowaniem w coraz wyższy standard, jakość życia, otoczenie. Mało co zaskakuje, planujemy jutro, pojutrze, staramy się „zapanować nad światem“ zapominamy niekiedy, że wszystko to marność i niestety nie uciekniemy przed sprawami ostatecznymi...

W Institute of Design Kielce oglądając wystawę „Nie. Stałość (et omnia vanitas)”widzimy zmagania artystów z problemami przemijania, oswajaniem śmierci, zachowaniem pamięci ukrytej w sentymentalnych przedmiotach. Z jednej strony wystawa pokazuje jak oswoić upływ czasu – Bethan Laura Wood/Studio Wood w pracy „Stain 2006-2013” pokazuje, że używanie przedmiotów, ich „starzenie się” wzbogaca ich formę. Filiżanki, w których wcześniej zaparzono herbatę, „kradną” kolor napoju tworząc z czasem wzory. Ta przewrotna personalizacja, może być odpowiedzią na tak szukane obecnie unikaty. Podobnie „Purity” – zwiedzający wystawę widz ingeruje w „czystość” płytek, nanosi piach, kurz, wydobywając tym samym znaczenie symboliczne czystości i brudu. 

Zderzenie „Plantacji” Alicji Patanowskiej z Dizenio Creative „Ovo” i „Mala” – urnami biodegradowalnymi. Jest zestawieniem życia i akceptacji śmierci. Patanowska w znalezionych, porzuconych przez innych szklanych przedmiotach hoduje rośliny, obserwując ich-rzeczy „ożywanie“. Dizenio Creative proponuje z kolei urny na prochy, które w przyszłości mogą dać początek innym roślinom. Prochy zamieniałyby się w drzewa nie w znane nam cmentarne pomniki i nagrobki. Wystawa pokazuje również, że piękno, to nie tylko idealna forma, ale i skaza, a braki mogą mieć wartość estetyczną. „Humade” wprowadza kintsugi – japoñską sztukę naprawiania ceramiki złotem. Blizna, choć wyraŹna pozwala na zachowanie wspomnieñ czy też stworzenie nowej wartości.

Dobry projekt jest mądry (Peter Zumthor)

Anna Bojar

("Projektor" - 4/2015)

Kiedy kilka lat temu pojawił się pomysł, aby przebudować budynek dawnej synagogi, opinia publiczna skupiła się nie na idei, nie na nowej funkcji, ani nawet na tym, kto będzie się zajmował projektem, lecz na przyprawiającej o zawrót głowy kwocie definiującej koszt tego przedsięwzięcia. 
Fot. Wojciech Habdas

Po raz kolejny gniew spadł na architekta – tym razem na Petera Zumthora, który śmiał żądać wysokich stawek za projekt i sporządzenie dokumentacji. Nie znając człowieka, jego twórczości, idei, które przyświecają mu w trakcie pracy, wydano osąd dotyczący wszystkich aspektów planowanej inwestycji.

W poszukiwaniu straconej architektury
Wystarczyło jednak, aby w odpowiednim momencie lokalne media opisały sylwetkę projektanta i pokazały, co jego projekt może dać miastu, jak mógłby wpłynąć na edukację estetyczną i architektoniczną, i jak „jego” budynek stałby się świadectwem ludzkiej zdolności konstruowania konkretnych rzeczy.

W zmianie tego stanowiska nie pomogły relacje ze spotkania Petera Zumthora z władzami miasta, podczas których zaznaczył, że powinniśmy dbać o budynki Urzędu Wojewódzkiego ze względu na walory architektoniczne horyzontalnych fasad. Kielczanie, przyzwyczajeni do zaniedbanych elewacji, chaotycznych mieszanek zielonych paneli, podeszli do tych „rewelacji” z dystansem, żeby nie powiedzieć z kpiną. Wyniki zignorowania uwag docenianego na całym świecie architekta, laureata nagrody Pritzkera (tzw. Architektonicznych Oskarów) możemy obserwować podczas kolejnego zdejmowania siatek z elewacji budynku urzędu – bezpowrotnie straciliśmy coś, co śmiało mogłoby stać się wizytówką Kielc na skalę ogólnopolską, a budynek mógłby stać się przykładem, jak mądrze odnowić myśl architektoniczną z 2 połowy XX wieku.

Od namiętności do rzeczy
Peter Zumthor to malarz, architekt, którego dzieła wpisują się w konsekwentny minimalistyczny trend, co najlepiej odzwierciedla fragment jego wypowiedzi, mówiący, że detale, jeśli nam się udadzą, nie są dekoracją. Kiedy projektuje myśli o funkcjonalności i pragmatycznych aspektach zastosowania techniki i technologii wznoszenia budynków. Wszystkie projekty poprzedzone są licznymi rysunkami, analizami, dbałością o detal i zastosowanie odpowiednich materiałów. Jeżeli na rynku nie formy ubranej w pożądaną strukturę i fakturę lub właściwości wytrzymałościowe, architekt sam ją… wymyśla. „Cegła Zumthora” powstała specjalnie na potrzeby projektu Muzeum Kolumba w Kolonii, i jest przykładem rękodzieła wzorowanego na tradycyjnym murze rzymskim. Być może w przeszłości „dawnej synagogi” również odnalazłby coś na tyle pięknego i istotnego, że przetransponowałby to język współczesny i nadał mu namacalny kształt?

Dopełnione krajobrazy
Projekt zakładał stworzenie długiej na 200 metrów enklawy zieleni oddzielonej od Alei IX Wieków Kielc dwoma murami. Tym samym architekt po raz kolejny udowodniłby, jak wysoce ceni sobie obecność przyrody w kształtowaniu formy i otoczenia oraz jakie jest jego podejście do wydzielenia przestrzeni i zamknięcia jej w bryle. Jednak ponad wszystko jego celem jest stworzenie jasnej przejrzystej architektury, która wchłonie ludzkie emocje, zaadaptuje i zostanie zaadaptowana przez otoczenie. Często dzieje się to w oderwaniu od własnych pragnień i podążaniu za zdrowym rozsądkiem, precyzyjnie obmyślając bryłę i funkcję. Moglibyśmy się spodziewać projektu, który stałby się częścią miasta i na stałe wpisałby się w kielecki krajobraz, zapewne z wykorzystaniem lokalnych surowców potraktowanych z najwyższym pietyzmem i znaczeniem dla regionu. Człowiek, przede wszystkim powinien umieć prawidłowo odczytywać potrzeby zmieniającego się miejskiego pejzażu, który powinien być w związku z tym na bieżąco analizowany. 

Opór
Tym samym, architekt, który nie chce, aby jego budynki wywoływały emocje, lecz „emocje dopuszczały”, wpadł w pętlę finansowych i własnościowych rozemocjonowanych decyzji. Prawidłowy lub chociażby nie bezrefleksyjny odbiór architektury w kraju, w którym edukacja estetyczna jest na bardzo niskim poziomie, to nie mrzonka, a konsekwencja zainteresowania społeczeństwa tym, jak nie stracić szansy na dzieło sztuki w centrum miasta.


Początek drogi (Uczniowei "plastyka", Galeria "Winda")

Olga Grabiwoda  
("Projektor" - 3/2015)

Już po raz drugi prace dyplomowe uczniów Państwowego Liceum Plastycznego im. Józefa Szermentowskiego w Kielcach zostały pokazane w Galerii „Winda”.

Głównym celem wystawy jest prezentacja technicznych możliwości uczniów wszystkich specjalności artystycznych nauczanych w szkole. Możemy dokonać przeglądu umiejętności młodych twórców z zakresu ceramiki, meblarstwa, technik graficznych, rzeźbiarskich, malarskich i pozłotniczych oraz tkaniny artystycznej.

Pokazane zostały rzetelne, olejne kopie mistrzów, pozłacane ramy luster, szkatułki, secesyjne szafki, wazony ceramiczne, gobeliny, tradycyjne popiersia, linoryty, a nawet fotoplastykon z tancerką dający iluzję ruchu.

Nowatorską formą przyciągają uwagę szkliwione ceramiczne siedziska Aleksandry Górskiej. Warto zapamiętać także pejzaż Darii Wierzbickiej i linoryty Wiktorii Zdyb.

Tradycje rzemieślnicze dzięki uczniom „Plastyka” z pewnością nie zginą, ale po obejrzeniu wystawy pozostaje niedosyt projektów aktualnych, eksperymentalnych i poszukujących. Ale może na to przyjdzie czas na właśnie zapoczątkowanej drodze twórczej – powodzenia!

Ostoja treści (Błażej Ostoja Lniski, Galeria xs)

Tomasz Czyżewski
("Projektor" - 3/2015)
Formowanie rozmaitych materii jest funkcją kultury. Niezależnie od tego, czy mowa o zmianie górskiej łąki w pole uprawne, stada głodnych dwunożnych w społeczeństwo, czy też o przetworzeniu atramentu w zapis treści lub o alchemii pozwalającej farbie stać się obrazem.

Naukowcy starają się znaleźć prawidła powodujące naszym odbiorem znaków, artyści przeczuwają je i dzięki temu, czasem bardzo umiejętnie, żonglują ich znaczeniami. Znakiem dla umysłu odbiorcy może stać się nie tylko zapis idei czy mimetyzm obrazu. Bywa, że dowolny gest autora – ślad pędzla, kolor, faktura, wbrew lub mimo założeń twórcy, prowadzi odbiorcę do odnalezienia absolutnie własnych znaczeń. W konfrontacji z otoczeniem taka umiejętność pozwala nam oswoić rzeczywistość, bo nazwane staje się mniej groźne, nie tak obce. Być może czytający ten tekst, gdy patrzą na naturalne, przyrodnicze struktury, łapią się na próbach mimowolnego ich nazywania, klasyfikowania. Tak opracowany przez nasz umysł, mech nie będzie już nigdy miękką tajemnicą o niewiadomej głębokości, chyba, że sami zechcemy takim go widzieć.

Podobnie rzecz ma się z dziełem sztuki. Im mniej w nas lęków i uprzedzeń, tym więcej możliwych interpretacji dzieła. Błażej Ostoja Lniski używa farb do powielania opowieści o powtarzalności, jednak o tym dowiedziałem się już po obejrzeniu jego wystawy „Listy” w Galerii XS Instytutu Sztuk Pięknych UJK. Tytułowe listy początkowo rozczarowały mnie swoją oczywistością, prymatem czytelnej w słowach treści. Ot kilka słów i zasuszone listki, a przecież nie może to być wariacja na temat sentymentalnych szpargałów. Forma prac sugeruje inne znaczenia. Liście przez technikę od razu przypomniały mi Tchórzewskiego, napisy żmudną pracę zecera, ale te tropy mnie nie satysfakcjonowały.

Wtedy zabrzmiał w nich dodatkowy język! Zapisany między wypukłymi znakami liter i konturami liści. Autor starannie nadaje kształt fakturom farb, ale współpracuje też z ich technologicznymi uwarunkowaniami, umawia się z nimi w ich języku ociekającym spoiwem. Dzięki temu wokół napisów farby szepczą własne opowieści, czasem coś wykrzykując lub sepleniąc. Tu również mamy powtarzalność w tym sensie, że te struktury zawsze opisują jedno i to samo – farbę. Opisują więc materię poddaną wymogom plastycznej kultury Lniskiego i na tyle dla niego cenną, że pozwolił jej zaistnieć na wyeksponowanej pracownianej półce.

Boska cielesność drewna (Jerzy Fober, Dom Praczki)

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek
("Projektor" - 3/2015) 
Wyobrażenie cielesności, przedstawienie człowieka jako kształtu, wyłaniającego się z materii drewna i myśl biegnąca ku absolutowi, to główne przesłanki wystawy „Być ikoną Boga”, prezentowanej w Galerii Współczesnej Sztuki Sakralnej „Dom Praczki” w Kielcach. Jej autorem jest Jerzy Fober, rzeźbiarz, rocznik 59’, absolwent warszawskiej ASP w pracowni rzeźby profesora Stanisława Kulona.

Artysta wybiera drewno, materiał obrabiany miękko, z niezwykłą precyzją ujawniający kształty niby zaklęte weń pierwotnie, a dłonią artysty jedynie zeń wydobyte. Uszkodzenia materiału stają się jego dodatkową wartością. Rzeźbiarz „pochyla się” nad strukturą drewna, zdaje się być prowadzony przez dzieło samej natury – rodzaj drewna, rozkład słoi, fakturę. Nadaje im nową formę, nie pozbawiając jednak samej materii jej organiczności.

Z drewnianych bali wyłaniające się sylwety postaci „złączone” z nieobrobionymi fragmentami, z których się wydobywają, stają się – z jednej strony zapisem pracy rzeźbiarza, z drugiej skończonym dziełem. Fober traktując w ten sposób postać człowieka, ukazuje umęczone ciało, które w swym kształcie przywołuje Chrystusa. Wygięte, skręcone sylwety kojarzone najczęściej z figurami religijnymi u artysty nabierają niezwykle ludzkiego charakteru. Ból, cierpienie stają się wartościami uniwersalnymi – ludzkimi, a „boskość” kształtu tożsama z każdym człowiekiem. „Być ikoną Boga” według Jerzego Fobera to stawać się jego obrazem. Figurą człowieka unaocznić mękę, śmierć i zmartwychwstanie – Triduum Paschalne Chrystusa. Pokazywany na wystawie stół – drewniany blok przywodzący na myśl Ostatnią Wieczerzę, staje się jedynie śladem – zapowiedzią mających nadejść wydarzeń. Nie ma już apostołów, nie ma Jezusa, zostaje jedynie przedmiot kojarzony ze zdradą Judasza. Podobnie Weronika wpisana w dwa drewniane fragmenty, jakby czekała w swoim zamyśleniu na umęczonego Chrystusa, aby otrzeć mu twarz. Artysta zatrzymuje moment, zaraz przed lub po mającym nastąpić kluczowym wydarzeniu.

Fober nie stroni również od cytatów i zapożyczeń. W jego „Biczowaniu” widać inspiracje „Katedrą” Rodina. Oczywiste są nawiązania do Stanisława Kulona, jednak artysta, pomimo wybierania podobnych tematów, opracowania drewna w określony sposób idzie nieco w innym kierunku. Nie tylko piękno, prostota i wiara są tu ważne, ale przede wszystkim kreacja materii rzeźbiarskiej oddającej prawdę o człowieku na podobieństwo wiary.

Bez sztampy (Żakardy, Instytut Designu)

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek 

("Projektor" - 3/2015)

Żakardy – tkaniny kojarzone z wielością wzorów, rzadziej z człowiekiem, od którego nazwiska pochodzą – Josephem Marie Jacquardem, który udoskonalił krosno wprowadzając „maszynkę żakardową”. Tkanie w ten sposób pozwalała na niemal nieskończone możliwości w projektowaniu wzorów.

W Institute of Design Kielce możemy oglądać wystawę poświęconą takim właśnie tkaninom. Pokazywane realizacje to dzieła z Instytutu Architektury Tekstyliów, Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów z pracowni Włodzimierza Cygana oraz Doroty Taranek z Politechniki Łódzkiej.

Jeśli pamiętamy założenia Spółdzielni Artystycznej ŁAD ma być ładnie i ma być porządek. I podobnie jak w latach 20., kiedy to żakardy zdobyły popularność jako tańszy zamiennik popularnych kilimów, na wystawie w ID dalej pobrzmiewają podobne idee. Wzory prezentowane to nie tylko tradycyjne motywy kwiatowe czy owocowo-warzywne w nowych odsłonach, ale również podejście współczesne. 

Tkaniny takie jak „Czaszki” czy „Brwi” pokazują nowoczesne inspiracje motywami funkcjonującymi w modzie i kulturze popularnej czy też jak „Smoki” dążą ku abstrakcyjnej formie. Rozwieszenie dużych płacht tkanin sprawia, że zaczynamy wybierać „im” miejsce przeznaczenia. Żakardy łączą w błyskotliwy sposób tradycje ze współczesnością, nie popadając w schematy zbyt dosłownych zapożyczeń z przeszłości.


Pomiędzy żywiołami (Izabela Rudzka, Galeria "Winda")

Olga Grabiwoda 
("Projektor" - 2/2015)
Wystawą „ENTRANCE-ETWEEN-EXIT” w kieleckiej Galerii „Winda”, Izabela Rudzka (Wydział Pedagogiczno-Artystyczny UAM w Poznaniu) zaprasza do wejścia w szczelinę pomiędzy czysto malarskim, subiektywnym spojrzeniem na rzeczywistość, a precyzyjnym komunikatem wizualnym, niosącym ciężar i energię konkretnego obiektu. 

W owej szczelinie przedstawiony świat oscyluje pomiędzy tymi dwoma biegunami poznania. To przestrzeń, w której umysł ulega przedstawionej mu wizji. Uwiedziony światłem, fakturą i bogatymi kontrastami, zaczyna wierzyć w lewitującą kanapę, zatrzymane w powietrzu zwierzęta, gorące geometryczne pejzaże… Warto się przyjrzeć zbiegłym ze ścian jaskini Lascaux lwom i bykom, nie można przegapić „Lustra 1” i „Lustra 2”.

Świat malarki dzięki synergii wrażliwości z wnikliwością i dyscypliną badacza – obserwatora, jest pełnym barw żywiołem. Powierzchnia obrazów posiada w zależności od malowanego obiektu intensywną strukturę albo wypracowaną gładkość. Mimo, że wyraźnie widzimy na płótnie ślady pędzla, to namalowane lustro, kwiat czy kanapa są przekonywująco realne. Może dlatego, że Izabela Rudzka wierząc w głębię subtelności każdego odbiorcy, aplikuje mu dobrze dobraną dawkę swojej wrażliwości wraz z czytelnym konkretem.

Oprócz obrazów można obejrzeć na wystawie również szklane rzeźby, które powstały w ramach współpracy autorki z hutami szkła Murano koło Wenecji we Włoszech. Szklana i malarska materia dopełniają się, forma przenika się z mocnym kolorem, a dekoracyjność ruchu pędzla zostaje przeniesiona do przestrzeni trójwymiarowej. Mimo, że można bawić się perspektywą oglądania obiektów wybierając obrazy, które stanowić będą dla nich tło, pozostaje niedosyt szklanego świata. Rozbudzona nadzieja na wyjście poza przestrzeń obrazu nie zostaje zaspokojona. Może lepiej byłoby ograniczyć się tylko do malarstwa ..?

Ponad dwadzieścia obrazów Izabeli Rudzkiej to wystarczająca ilość żeby móc oszukać znużony zimą umysł nasyciwszy go lekkością, ciepłem i harmonią.