Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Designu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Designu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

Powiew w reklamie (Świeża Mięta, Instytut Designu)

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek 
("Projektor" - 5/2015)
„Świeża mięta” to studio graficzne we Wrocławiu. Wystawę plakatów zaprojektowanych przez „Miętę” zaprezentował Institute of Design Kielce. Prace pokazywane w „dizajnie”, to przede wszystkim plakaty stworzone dla krakowskiego Narodowego Starego Teatru czy Teatru Muzycznego Capitol w Warszawie.
 
Joanna Howańska i Tomasz Duda w niezwykle lapidarny sposób potrafią uchwycić idee przedstawienia czy zamysł, który jest tematem plakatu. W przypadku prac dla Teatru Starego, wprowadzenie powtarzającego się podziału na kwadrat, w którym znajduje się główna treść i prostokąta z logiem teatru, pozwalają na kojarzenie tego rodzaju kompozycji z danym miejscem, nie tylko studiem graficznym. 

Posługując się prostym językiem skojarzeń i symboli, kreują spójną wizję projektową. Jednak reklama instytucji kulturalno–teatralnych nie jest jedynym punktem docelowym autorów. Czytamy na – skądinąd świetnej – stronie internetowej studia Łączy nas kreatywne spojrzenie na projektowanie i potrzeba tworzenia wyjątkowych produktów. Tylko świeżych. 

Hasło to wydaje się świetnie sprawdzać w przypadku prezentowanych plakatów, w których nie ma miejsca na nudę i szablonowe ujęcie tematu. Nowoczesne zestawienia kolorystyczne i oryginalne spojrzenie na trudną sztukę reklamy, pokazują jak łączyć w inteligentny sposób tekst i znak graficzny. Równocześnie projekty, w których biorą udział – honorowe dawstwo krwi, promowanie zdrowej żywności, jak też otwartość we współpracy z drugim człowiekiem, stanowią rzadko spotykany spójny pomysł na sposób działalności, który w tym przypadku wydaje się być połączeniem stylu życia oraz ideologii osób tworzących studio.


Handel na zasadach uczciwych (Juduya Marczewska, Instytut Designu)

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek

("Projektor" - 4/2015)
Generacja Y, świadomość, konsumpcja, to slowa „krzyczące” z wystawy Judyty Marczewskiej w Galerii „Brama” przy Kieleckim Institute of Design.

Pierwsze spojrzenie na wystawę może powodować zniechęcenie, brak oparcia w jakimkolwiek znanym odniesieniu. Kiedy jednak zaczynamy „czytać” i oglądać pokazane przez Marczewską obiekty, z masy chwytających nasze spojrzenie czterowymiarowych „oczu”, schowanych za szkłem, napisów i srebrnych, mieniących się płacht, wyłaniają się hasła znamienne dla pokolenia po 1984 roku.

Artystka akcentuje m.in. problem konsumpcji. Kupujemy coraz więcej, nie patrząc jak dany przedmiot powstaje, wymieniamy jeszcze dobre, działające sprzęty na lepsze, przy czym znamienny okres przydatności – umowne dwa lata – powoduje ze gromadzimy niezliczone ilości rzeczy ku radości producentów. Podając termin EFTE (myślenie o wyborach konsumenckich), pokazuje, że może czas zastanowić się nad takimi wartościami jak: godności drugiego człowieka, prawdą czy też problemami środowiska, a nawet wspieraniem na uczciwych zasadach handlu (fair trade). Problemy, które akcentuje wystawa w „Bramie”, nie są tylko wyznacznikiem pokolenia Ipodów. Wydaje się, że era galerii – bynajmniej nie sztuki – otwartych zawsze sklepów, rekompensuje lata, kiedy na półkach stał przysłowiowy ocet. Można mieć wszystko od ręki i od zaraz, kwestia czy naprawdę tego potrzebujemy jest umowna... Na świecie pojawia się jednak zjawisko – filozofia życia, Minimalizm. Znani z Internetu: Leo Babuta (Zen habits), Joshua Millburn w duecie z Ryanem Nicodemusem (The minimalists) starają się przypomnieć całemu światu, co w życiu jest najważniejsze. Pokazują, że czasem wytarty frazes „mniej znaczy więcej” czy zwykłe uporządkowanie naszej codziennej przestrzeni, potrafi pomóc nam lepiej żyć, zauważać innych i nie skupiać się tylko na przedmiotach.

Ujarzmienie vanitas („Nie. Stałość (et omnia vanitas)”, Instytut Designu)

Izabela £azarczyk-Kaczmarek
("Projektor" - 4/2015)
Współczesny człowiek biegnący przed siebie, nie zauważający często ważnych chwil, skupiony, aby dać z siebie 120 procent wszystkiego – uczuć, efektywności, osiągnięć. Rekompensujący niekiedy (sobie i innym) brak czasu inwestowaniem w coraz wyższy standard, jakość życia, otoczenie. Mało co zaskakuje, planujemy jutro, pojutrze, staramy się „zapanować nad światem“ zapominamy niekiedy, że wszystko to marność i niestety nie uciekniemy przed sprawami ostatecznymi...

W Institute of Design Kielce oglądając wystawę „Nie. Stałość (et omnia vanitas)”widzimy zmagania artystów z problemami przemijania, oswajaniem śmierci, zachowaniem pamięci ukrytej w sentymentalnych przedmiotach. Z jednej strony wystawa pokazuje jak oswoić upływ czasu – Bethan Laura Wood/Studio Wood w pracy „Stain 2006-2013” pokazuje, że używanie przedmiotów, ich „starzenie się” wzbogaca ich formę. Filiżanki, w których wcześniej zaparzono herbatę, „kradną” kolor napoju tworząc z czasem wzory. Ta przewrotna personalizacja, może być odpowiedzią na tak szukane obecnie unikaty. Podobnie „Purity” – zwiedzający wystawę widz ingeruje w „czystość” płytek, nanosi piach, kurz, wydobywając tym samym znaczenie symboliczne czystości i brudu. 

Zderzenie „Plantacji” Alicji Patanowskiej z Dizenio Creative „Ovo” i „Mala” – urnami biodegradowalnymi. Jest zestawieniem życia i akceptacji śmierci. Patanowska w znalezionych, porzuconych przez innych szklanych przedmiotach hoduje rośliny, obserwując ich-rzeczy „ożywanie“. Dizenio Creative proponuje z kolei urny na prochy, które w przyszłości mogą dać początek innym roślinom. Prochy zamieniałyby się w drzewa nie w znane nam cmentarne pomniki i nagrobki. Wystawa pokazuje również, że piękno, to nie tylko idealna forma, ale i skaza, a braki mogą mieć wartość estetyczną. „Humade” wprowadza kintsugi – japoñską sztukę naprawiania ceramiki złotem. Blizna, choć wyraŹna pozwala na zachowanie wspomnieñ czy też stworzenie nowej wartości.

Bez sztampy (Żakardy, Instytut Designu)

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek 

("Projektor" - 3/2015)

Żakardy – tkaniny kojarzone z wielością wzorów, rzadziej z człowiekiem, od którego nazwiska pochodzą – Josephem Marie Jacquardem, który udoskonalił krosno wprowadzając „maszynkę żakardową”. Tkanie w ten sposób pozwalała na niemal nieskończone możliwości w projektowaniu wzorów.

W Institute of Design Kielce możemy oglądać wystawę poświęconą takim właśnie tkaninom. Pokazywane realizacje to dzieła z Instytutu Architektury Tekstyliów, Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów z pracowni Włodzimierza Cygana oraz Doroty Taranek z Politechniki Łódzkiej.

Jeśli pamiętamy założenia Spółdzielni Artystycznej ŁAD ma być ładnie i ma być porządek. I podobnie jak w latach 20., kiedy to żakardy zdobyły popularność jako tańszy zamiennik popularnych kilimów, na wystawie w ID dalej pobrzmiewają podobne idee. Wzory prezentowane to nie tylko tradycyjne motywy kwiatowe czy owocowo-warzywne w nowych odsłonach, ale również podejście współczesne. 

Tkaniny takie jak „Czaszki” czy „Brwi” pokazują nowoczesne inspiracje motywami funkcjonującymi w modzie i kulturze popularnej czy też jak „Smoki” dążą ku abstrakcyjnej formie. Rozwieszenie dużych płacht tkanin sprawia, że zaczynamy wybierać „im” miejsce przeznaczenia. Żakardy łączą w błyskotliwy sposób tradycje ze współczesnością, nie popadając w schematy zbyt dosłownych zapożyczeń z przeszłości.


Era postera (Studio Syfon, Instytut Designu)

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek
("Projektor" - 2/2015)
Studio Syfon – będące przyczynkiem do wystawy w bibliotece w kieleckim Institute of Design to dwie osoby: Urszula Janowska i Filip Teofil.

Oboje są absolwentami Wydziału Grafiki warszawskiej ASP, studiowali również w École Nationale des Arts Décoratifs w Paryżu. Są laureatami takich nagród jak 1 i 2 nagroda na Biennale Plakatu w Boliwii, wyróżnienia i nagrody m. in. ISPC Skopje, Ljubljana Poster Festival, Futuwawa, galeria plakatu AMS, Projekt Roku STGU, Międzynarodowy Festiwal Plakatu i Typografii PLASTER. 

Głównym założeniem według autorów było stworzenie – rodzaju komiksu, którego wyjściową formą będą plakaty zaprezentowane na wystawie. Przy użyciu bieli, czerni, czerwieni stworzono prace traktujące stronę wizualną jako rodzaj zabawnego komentarza do wybranych przez autorów cytatów. Fragmenty tekstów odnoszą się do samego plakatu jako formy graficznej, a także do instytucji zajmujących się posterami czy też tworzących w tym medium osób.

Artyści pragnęli również pokazać swoje stanowisko w kwestii „obwoływanego co jakiś czas” „końca plakatu”. Szkoda tylko, że wymogi pokazywania wystaw w bibliotece ID nie pozwalają na pełne przyjrzenie się pracom. Biorąc pod uwagę teksty dopełniające i niekiedy stanowiące clou prac oraz fakt, że nie sposób ich przeczytać spoglądając na prace z „dołu” osoby nie poruszające się swobodnie w plakatowej tematyce mogą posiłkować się jedynie informacjami zawartymi na tabliczkach wyjaśniających wystawę.

Designerskie „Trzy Świnki” (Instytut Designu, Trzy Świnki)

Aleksandra Sutowicz 
("Projektor" - 1/2015) 

Choć tytuł nasuwa pierwsze skojarzenia ze znaną bajką, to jednak najnowsza wystawa w Instytucie Designu na Wzgórzu Zamkowym w Kielcach jest płynnym połączeniem plastycznego cyklu ilustracji i plakatów.

Wystawa „Trzy Świnki” jest autorstwa trzech polskich artystek: Agaty Dudek i Małgorzaty Nowak (Acapulco Studio z Warszawy) oraz Moniki Hanulak (ASP Warszawa). W pierwszej części autorki starają się opowiedzieć historię modelu dwa plus jeden, tytułowych świnek. To część mocno podzielona, ponieważ każda kompozycja składa się z rysunków, a te dzielą się jeszcze na poszczególne epizody. Stąd mamy w niej życie codzienne, rodzinne posiłki, codzienną toaletę. Tajemniczym elementem zdaje się być czarna dłoń. Być może oznacza ona nieznaną i tajemniczą siłę, która generuje nasze zachowania, wpływa na wybory. W takim świetle człowiek nie jest świadomą i samodzielną jednostką.

Autorki chcą nam opowiedzieć historię współczesnego człowieka, wstawiając w jego miejsce świnki. Nieco bawią się, ale też intryguje odbiorcę, bo oglądając kompozycje, nie w sposób nie zadać sobie pytania „czy jestem jak ta tytułowa świnia? Bez wyrazu, czarna i naśladująca wszystko i wszystkich”. Za pomocą minimalistycznych form ilustratorkom, udaje się pokazać: tematy-symbole, tematy-schematy: samotność, ruch miasta.

W cyklu przeważa jednolitość kształtu i barwy: czarne świnie, czarna łapa, zielone i błękitne elementy. Tworzy się w ten sposób kontrast i wyraźną różnicę między przedmiotami codziennego użytku, a czynnościami. Nie sposób też nie zauważyć, że autorki nawiązują do znanej bajki „Trzy świnki”, literacki kontekst przywołuje morał wieńczący opowieść, którego przekaz jest jasny: pracowitość i rozsądek stanowią o sile człowieka.

Na wystawę składają się również pojedyncze plakaty. To bogate graficznie ilustracje. Autorki użyły barw, które przywołują skojarzenia z pierwszymi bajkami dla dzieci, wyświetlanymi w kolorze. Mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju układankami, wycinankami. Mamy przemieszanie nieco futurystycznych form („Narysuj swój wagon”), wyraźna kreska i kształty, w nieco różnych kompozycjach stanowią o całym artyzmie plakatów.

Całość kompozycji zdaje się mówić, że współczesna grafika użytkowa nie jest tak obca i odseparowana od tradycyjnej sztuki, a przede wszystkim warta zobaczenia.

środa, 1 lutego 2017

„Nie płacz jak baba” (Weronika Rafa, Instytut Designu)

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek

("Projektor" 2/2014)

Stereotypy, schematy przekazywane hasłowo, utarte wzorce myślowe, to problem, z którym zdaje się zmierzać Weronika Rafa (studentka grafiki gdańskiej ASP) na wystawie „Ladacznica” w Institute of Design w Kielcach.

Oszczędne w formie, operujące bielą i czernią plakaty tej młodej artystki pokazują poprzez typograficzne układy sylab i słów ważne dla autorki zagadnienia. Zestawiając kontrastowo fragmenty wyrazów, zamieniając litery, zmusza widza do zastanowienia się nad czytanym tekstem. Jak się wydaje, swobodnie zestawia ze sobą zgłoski, które w formie „układanki” nadają komentarz czytanym zdaniom.

Tytułowa ladacznica wyłania się tu ze słów jako kobieta widziana przez pryzmat uprzedzeń i uległości, walcząca jednak o własne tu i teraz. Kobieta wolna, żyjąca dla siebie, nie ulegająca wpływom. Otwarcie mówiąca o swoich potrzebach, „niekoniecznie pragnąca mieć dzieci”. Działająca w myśl własnego ja – kobieta, dla której jej własna seksualność przestaje być tabu, lecz staje się czymś naturalnym i oczywistym w manifestowaniu potrzeb. Artystka pokazuje również „postać” Madonny – jeden ze stereotypów płci pięknej. Podległej mężczyźnie-mężowi, istoty żyjącej w świecie konwenansów i gorsecie narzuconym przez społeczeństwo form. 

Równocześnie Weronika Rafa odnosi się do „męskich” stereotypów: płaczą tylko kobiety, nie płacz jak baba. Zwraca uwagę na przebrzmiałe hasła, które pomimo zmian w sposobie postrzegania obu płci w dalszym ciągu funkcjonują na co dzień. Pokazując literalnie słowem „obraz” społeczeństwa nie zmieniającego perspektywy postrzegania, lecz pod płaszczem otwartości ukrywającego gnuśność. 

Artystka stara się, jak się wydaje oddać głos swojego pokolenia, które postrzega świat w zupełnie inny sposób i choć częściowo pozbawić widza uprzedzeń. Plakat staje się tu niejako narzędziem propagandowym, mającym zwrócić „pół żartem pół serio” uwagę na problemy społeczne, których często nie chcemy widzieć. Poprzez grę słów, w lapidarnej formie udowadnia, że czasem niewielkimi środkami wyrazu można pokazać tak wiele i w tak młodym wieku.